Żeglarstwo – sport ekstremalny?

Dziecko, czy to nie lepiej zostać w domu –  bezpiecznie, ciepło, sucho, a przede wszystkim nic Ci się nie stanie!” Jeśli tego typu ostrzeżenia brzmią dla Ciebie znajomo, to na pewno uprawiasz jakiś sport ekstremalny, a Twoi rodzice załamują ręce.

Albo już nie załamują, bo wyszli z założenia, że nic to nie zmieni i że dusza (dorosłego) dziecka jest nazbyt niepokorna i nie da się zatrzymać w domu. Ewentualnie jeśli nic takiego już nie słyszysz, to dlatego, że mówisz po prostu, że jedziesz na spokojne wakacje nad morzem, z dwoma kolegami z seminarium duchownego, wynajęliście kwaterę z dala od zgiełku i bezeceństw i będziecie rozważać wersety świętych ksiąg.

To czego nie można odmówić rodzicom, to na pewno tego, że się martwią. Nie mniej jednak niestety padają ofiarą stereotypów, bo zwykle tzw. sporty ekstremalne są dość bezpieczne. Wiele też zależy od tego jak zdefiniujemy sport ekstremalny, bo jak wiadomo, to co dla jednego jest ekstremum, dla drugiego może być normą.

Zwykle jednak sporty ekstremalne kojarzy się z ryzykiem. Ryzykiem uszkodzenia ciała lub nawet śmierci. Co zatem jest sportem ryzykownym? – Na Polskich drogach ginie rocznie około 3 000 osób, wynik ten jest efektem starań Policji i zmian w prawie, bo w latach dziewięćdziesiątych, kiedy liczba samochodów na polskich drogach była dwa razy mniejsza, liczba ofiar sięgała dziewięciu tysięcy – mówi starszy aspirant Mariusz Włodawski z Komendy Stołecznej Policji. Z tego punktu widzenia jednym z bardziej ekstremalnych zajęć w Polsce byłaby jazda samochodem osobowym.

Z drugiej strony warto pewnie spojrzeć na odsetek zgonów, czyli stosunek ilości osób uprawiających aktywność do osób, które odniosły obrażenia. Tu zdecydowanie mamy dwie kategorie: sporty uprawiane amatorsko i profesjonalnie. Weźmy na przykład żeglarstwo. Żeglarstwo uprawiane amatorsko, jeśli uprawiane jest z zachowaniem podstawowych zasad ostrożności nie nie się ze sobą żadnego ryzyka. – W 2007 roku mieliśmy na Mazurach biały szkwał, który zgarnął tragiczne żniwo. 11 osób odeszło do Fiddler’s Green. – mówi Arek Tumak, właściciel przystani i firmy czarterującej jachty nad jeziorem Guzianka, na Mazurach. Ale jak dalej dowiadujemy się od Tumaka były to w zasadzie jedyne ofiary żeglarstwa od lat. Owszem zdarzają się smutne wypadki, ale są raczej związane z utonięciami jako takimi, a nie bezpośrednio z żeglarstwem.

Inna sprawa to żeglarstwo morskie, a szczególnie regaty. Nierzadko zdarza się, że nawet dobrze przygotowane regaty przynoszą krwawe żniwo. Jednym z bardziej spektakularnych przykładów jest Sydney- Hobart, które w ’99 roku zabrało aż 6-ciu żeglarzy z parudziesięciu biorących udział. Wiało tak, że znakomicie przygotowane jachty łamały maszty, a uczestnicy dziękowali Neptunowi, że mogli wrócić.

Czyli, co? Lepiej zostać w domu? To zależy. Lepiej nie. Szczególnie jeśli chcesz uniknąć ryzyka spadnięcia z kanapy i połamania żeber. A dla wszystkich mam mamy pocieszenie: żadne z waszych dzieci nie wybiera się za szybko do krainy wiecznej szczęśliwości, więc nie ma co załamywać rąk. Ważne by po prostu zwrócić uwagę, by ich przewodnikiem był rozsądek, a nie bezmyślność. Wtedy amatorsko uprawiane sporty, tylko z nazwy są ekstremalne i jeśli dzieciom nic się nie stanie podczas przejazdów samochodem, to dalej już będzie ok.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *